Oazy 2013
Dobrze, że jesteś... Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

„Dobrze, że jesteś…”

 

            Drodzy Przyjaciele!!!

            Było to siedem lat temu…! „Jechać czy nie jechać?” – rodziło się we mnie pytanie! Zdecydowałem: JADĘ!!! I tak się zaczęło.!!! Hm… Dziś, po latach tej decyzji: „NIE ŻAŁJĘ!!!”. Jak się wielu z Was domyśla chodzi o wyjazd na oazę. Chodź z „Cyrenejczykiem” i osobami dotkniętymi cierpieniem byłem związany już od pewnego czasu, decyzja o wyjeździe na dwutygodniową oazę była trudna do podjęcia. Dlaczego? Dziś jest to trudno powiedzieć, ale pewnie było to spowodowane brakiem odwagi. Pamiętam te pierwsze dni, gdzie wszystko było nowe, każdy o coś zaczepiał, pytał; a ja nic nie wiedziałem. Był to pewien poważny kryzys, kiedy chciało się wracać, i dać sobie spokój. Ale do dziś pamiętam jedno wydarzenie, które w pewien sposób mnie umocniło.

Siedząc i zastanawiając się nad tym, co robić, zauważyłem, że zbliża się do mnie osoba na wózku. Kiedy była już przy mnie, powiedziała: „Dobrze, że jesteś…”. Dziś można powiedzieć, że to słynne powiedzenie oazowiczów. Ale wtedy wewnętrznie się zaśmiałem i pomyślałem:, „że niby, dlaczego…dobrze, że jestem…?”. Po chwili ta osoba dodała: „Dzięki za dzisiejszy poranny uśmiech!.” Zdałem sobie sprawę, że na oazie jestem potrzebny choćby tylko dla uśmiechu… Z czasem wszystko się zmieniało. Nawiązywało się relacje, które trwałe są do dziś. Trudności związane z zaklimatyzowaniem w nowym, nieznanym mi wówczas środowisku powoli mijały. Z upływem pierwszych dni, z radością w sercu, rodziło się we mnie Piotrowe wyznanie z Góry Przemienienia: „Panie, dobrze, że tu jestem” (Mt 17, 4). Chciało się, aby oaza trwałą cały czas…, niestety dni szybko mijały i czas oazy zbliżał się ku końcowi.

            Dziś za ten czas, tej pierwszej, ale i tych następnych oaz dziękuje Bogu; Który, jak głęboko wierzę, tam mnie posłał, abym odprawił swoistego rodzaju rekolekcje. Rekolekcje, które uczyły życia i pomagają dziś wzrastać w łasce Bożej.

            Od Was kochani chorzy i cierpiący nauczyłem się wiele: radości z każdego dnia, uśmiechu, umiejętności przyjmowania ze spokojem wszelkich przeciwności oraz odwagi w kroczeniu drogami życia. Będąc młodym człowiekiem, chciałem znaleźć Pana Boga namacalnie… Dziś wiem, że spotkałem Go wiele razy w każdym z Was, podczas wspólnych rozmów, śpiewów, modlitw, a także spotkań indywidualnych, które naznaczone były wzajemną pomocą.

            Dziękuję wszystkim wolontariuszom, z którymi mogłem przeżywać wakacyjny czas oaz i dzielić wspólne chwile. Mam nadzieje, że spotkamy się jeszcze nie jeden raz…

Z darem modlitewnej pamięci…

Piotrek

 

galeria zdjęć 


 
Wiary głodni świadkowie Chrystusa Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

„Wiary głodni świadkowie Chrystusa”

 

Często przychodzą momenty kiedy mam dość rzeczywistości. Zabiegany świat przytłacza, a codzienne obowiązki stają się nie do zniesienia. Mój tegoroczny rok akademicki był bardzo wyczerpujący. Szczególnie pod koniec brakowało mi  siły do zdawania egzaminów  i walki o każdy dzień. Pewnego popołudnia rozmawiałam z przyjaciółką przez telefon, narzekałam na sesje, wykładowców, wszystko było pod hasłem: „NIE CHCE MI SIĘ”.  Bacha wiesz o czym pomyślałam?! – usłyszałam  po drugiej stronie słuchawki. No o czym? – spytałam zrezygnowana. Za dwa miesiące oaza! Jedziemy razem! Bacha będzie tak fajnie jak w zeszłym roku albo lepiej... Uśmiechnęłam się i pomyślałam, że Aga ma racje. Od tamtej pory prawie codziennie pisałyśmy, albo rozmawiałyśmy o tym jak to wspaniale będzie w Łososinie. Ani się obejrzałam i nadszedł lipiec.

 Przed oazą dużo modliłam się o to, by Pan posłał mnie tam, gdzie tylko zechce. Trochę „nieświadomie” tłumaczyłam Mu, iż chcę być  narzędziem w Jego rękach. Cokolwiek się stanie: „bądź wola Twoja”. – Przyjechałam do Łososiny i już od pierwszych chwil wiedziałam, że to będą niezwykłe dwa tygodnie. Dźwięk gitary grającej na korytarzu wywołał we mnie niepohamowaną radość. Przy okazji natknęłam się na trzech przerażonych kleryków. Przedstawili się, ale nie zapamiętałam imion. Jedynie ich przestraszone oczy pozostały mi w pamięci. Porozmawialiśmy chwilę, potem kolejne spotkania ze starymi dobrymi znajomymi, poznawanie nowych kociaków… Chłonęłam każdą minutę. Późnym wieczorem, kiedy większość towarzystwa kładła się spać, wstąpiłam do naszej kaplicy. Starałam się tak robić każdego wieczoru. To był dla mnie czas marnowany z Bogiem. Mówiłam Mu  o wszystkim, co zdarzyło się w danym dniu. Zostawiałam spotkanych ludzi, dziękowałam za otrzymane dobro. A czasem milczałam nie wiedząc, co mam powiedzieć - cisza zdawała się być najlepszą odpowiedzią na wszystkie nurtujące pytania.

            Czas na oazie upływa zupełnie inaczej, niż zwykle. Dni mijają niezwykle szybko i są przepełnione radością, która związana jest z możliwością spędzania czasu z innym nowopoznanym czy też starym przyjacielem, z którym spotykamy się na rewizjach życia, rozmawiamy, spacerujemy. Zazwyczaj wypijamy mnóstwo kawy, która w połowie turnusu jest jedynym sposobem na to, by przetrwać kolejną przegadaną noc. Właśnie wtedy najlepiej nam się rozmawia, nie ważne jest zmęczenie. W głowie kołacze tylko jedna myśl: „szkoda czasu na spanie”, a chwile poświęcone drugiemu człowiekowi stają się tymi najcenniejszymi. Tego doświadczyłam najmocniej.

 Chyba nigdy nie odbyłam tylu rozmów, co w ciągu tych dwóch tygodni. Były one różne, jedne łatwiejsze, drugie trudniejsze, ale każda z nich uświadamiała mi, że bez Boga z niczym sobie nie możemy poradzić. Jesteśmy zbyt słabi. Usłyszałam wiele historii o tym jak ciężko jest dźwigać krzyż. Ze  szczególnym trudem słuchało mi się osób niepełnosprawnych. Często po tym jak opowiedzieli mi o  drodze, którą idą na co dzień kłóciłam się z tym na górze, pytając Go: ,,Czemu nie mogę im pomóc?” Chciałam coś zrobić dla każdego, kto dzielił się swoimi zmorami, ale nie wiedziałam co… Dobrze wiem, jak smakuje samotność i co oznacza mieć zwyczajnie dosyć.

W  momentach bezradności ratowały mnie wizyty w kaplicy, stawałam przed krzyżem, zadawałam Mu tysiące pytań, na które nie otrzymywałam konkretnej odpowiedzi. Zamiast tego coś w środku mówiło mi: „Dziękuj za to co otrzymałaś, dziel się tym co masz i nie bój się iść tam gdzie Cię posyłam, bo ja jestem z Tobą.” Na początku buntowałam się i nie chciałam przyjąć tych słów, ale w końcu zrozumiałam, że tak naprawdę nic innego nie mogę zrobić. – Dziękuję za wszystkie świadectwa jakimi mnie obdarzyliście, bo to właśnie one pokazały mi co oznacza z pokorą  w bezgranicznym zaufaniu i  w pełni przyjmować to, co otrzymujemy.

Spotkanie młodych w Dębowcu chyba dla każdego z nas było absolutnie niesamowitym przeżyciem. Po raz pierwszy w historii oaz udało nam się dołączyć na jeden dzień, by pomodlić się wraz z młodzieżą z różnych zakątków świata. Wstaliśmy bladym świtem i ledwo dobudzeni (aczkolwiek pobudka przy dźwiękach „Eye of the tiger” była bardzo skuteczna i nie pozwoliła nikomu zaspać) wyruszyliśmy.  Na miejscu spotkaliśmy się z ogromną życzliwością i podziwem ze strony za równo organizatorów jak i uczestników. Spędziliśmy z nimi cały dzień, uczestniczyliśmy we wszystkich punktach dnia. Tegoroczne spotkanie odbyło się pod hasłem: „WIARY GŁODNI”.  Kiedy ludzie patrzyli na nasze wózki pomyślałam sobie, iż nie ma piękniejszego świadectwa wiary niż to, które wspólnie daliśmy tam.  Radość, śpiew, dobra zabawa! Czegóż trzeba więcej? To był naprawdę niezwykły dzień w którym, mocno dotarło do mnie, iż zawsze jest coś czym nie tylko możemy, ale MUSIMY dzielić się z innymi. Bo tylko w taki sposób stajemy się dla siebie świadkami.

Nigdy nie mam pomysłu na zakończenie, właściwie mogłabym bez końca mówić o tym wyjątkowym i niezwykłym czasem są, te zdawałoby się, tylko dwa tygodnie. W czasie ostatniego kazania zapadło mi w serce zdanie: „ bo oaza nie kończy się tu i teraz, ona trwa cały rok”.  Dlatego nie będę wysilać się nad zakończeniem, bo po co kończyć coś, co nie ma końca? J W ostatnich słowach chciałam podziękować wszystkim, którzy tworzyli tą Łososińską rodzinę. Bo myślę, że byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy wspaniałą wspólnotą, w której dla każdego znajdzie się miejsce przy naszym stole. Już nie mogę się doczekać kolejnej oazy! A póki co, pamiętajcie: NIE MA TAKIEGO JAK JEZUS! NIE MA TAKIEGO JAK ON! J

Do zobaczyska!

Basia