Nasze artykuły
REKOLEKCJE Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

Effatha, czyli otwórz się…

rekolekcje.jpg

           

            Pomysł na rekolekcje narodził się już w marcu. Ksiądz Robert zaproponował, aby odbyły się w Starym Sączu, w dniach 7-9 października dla niepełnosprawnych i wolontariuszy.

            Im bliżej było rekolekcji, tym bardziej chciałam na nie jechać. Czułam, że potrzebuję czasu dla siebie, dla bliźniego i Pana Boga. Niestety, nie mogłam znaleźć opiekuna, więc pozostało mi tylko pogodzić się z tym, że nie wezmę udziału w rekolekcjach.

 

Czytaj więcej 

           

 
OPŁATEK 2017 Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

OPŁATEK

ZAPRASZAMY WSZSSTKIE OSOBY NIEPEŁNOSPRAWNE ICH RODZINY,

PRZYJACIÓŁ, WOLONTARIUSZY NA SPOTKANIE OPŁATKOWE,

KTÓRE ODBĘDZIE SIĘ 21. STYCZNIA 2017 R W LIMANOWEJ.

 

Program spotkania

Godz12.oo – Msza św. w Bazylice M.B. Bolesnej

Po Mszy św. przejście do ZSS nr 1 na wspólne życzenia, zabawę i konkursy.

Zakończenie o godz. 19.oo

   

 

288633-sliczne-stroiki-swiateczne-na-boze-narodzenie-30-super-pomyslow-na-stylowa-dekoracje.jpg

 

 


 

 
LIST DO PRZYJACIELA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
LIST DO PRZYJACIELA

„ Przyjaciel to ten, kto przychodzi, gdy cały świat odchodzi”...

...I znów kolejne wakacje przed nami... Czas wypoczynku, urlopów, rodzinnych wyjazdów, górskich wędrówek, spotkań z dawno nie widzianymi przyjaciółmi, czas pielgrzymowania Bożymi ścieżkami. Często tak bywa, że w tym czasie zatracamy się, zapominamy co tak naprawdę ważne jest w naszym życiu, a przecież każdy z nas ma wyznaczone, wytyczone priorytety życiowe, od których nigdy nie ma wakacji. Jest to wiara – modlitwa, rodzina, przyjaźń i przyjaciele, którym nie zawsze poświęcamy tyle uwagi   i czasu ile byśmy chcieli. Piszę do Ciebie Kochany Przyjacielu, ponieważ za tak wiele rzeczy muszę Cię przeprosić. Wakacje są takim wyjątkowym czasem by napisać do Ciebie ten wyjątkowy list. W pierwszych słowach ślę najcieplejsze serdeczności, przepraszam za brak cierpliwości – ciągle jest jej za mało. Wciąż słyszysz ode mnie: „ szybciej, szybciej”. Częściej niż zwykle zapominam, że na wykonanie pewnych czynności czy rzeczy potrzebujesz więcej czasu i masz do tego prawo. Przepraszam, za brak delikatności. Pewnie pamiętasz te wszystkie sytuacje, kiedy usłyszałeś ode mnie złe – przykre słowo, krytykę zamiast pochwały, której każdy z nas zawsze bardzo potrzebuje. Kiedy wydawało się, że tylko ja mam rację i nawet nie otrzymałeś ode mnie żadnej szansy na to, aby wyrazić swoją opinię. Przepraszam za brak zainteresowania Tobą i brak poświęcania czasu Twojej osobie. Za nami tyle zmarnowanych chwil do tego, aby ofiarować Ci choć odrobinę uwagi, zapytać co u Ciebie słychać – jak zdrowie, samopoczucie, co w domu, w szkole, na studiach, w pracy. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że nie przyszłam Cię odwiedzić, posiedzieć z Tobą, porozmawiać, poczytać książkę, posłuchać  muzyki. Przepraszam Cię za to, że podczas ładnej, ciepłej pogody nie brałam Cię na wózek i że nie chodziliśmy na długie spacery, przez co pozbawiłam Cię podziwiania krajobrazów i piękna przyrody, że nie chodziliśmy do kina – umknęło nam wiele ciekawych i wartościowych propozycji kinowych. Ty z pewnością na to czekałeś i potrzebowałeś tego, by i Tobie poświęcić więcej czasu. Ty też podobnie jak każdy człowiek zasługujesz na uwagę. Przepraszam Cię za to, że nie zawsze Twoje dobro było dla mnie najważniejsze – ale częściej własne korzyści, względy innych lub zwykły ludzki strach przed wyśmianiem czy obmową. Zdawałeś sobie sprawę, że inni nie będą Cię słuchać, że nie poradzisz sobie sam, że nie będą traktowali Cię poważnie, normalnie. Przecież nie masz dostatecznej wiedzy, umiejętności w wysławianiu się, nie używasz odpowiednich słów. Zostałeś sam w otaczającym Cię zgiełku życia, bo nikt nie zawalczył o Ciebie, o Twoje dobro, Twoje JA. Nikt, nawet ja – Twój najlepszy PRZYJACIEL... Jesteś  pełnoprawnym obywatelem i jak każdy masz prawo do miłości, do tego by kochać i być kochanym, otoczonym opieką, dobrem, życzliwością, zrozumieniem i wsparciem. Masz prawo, by poświęcić Ci więcej czasu, uwagi i z cierpliwością, spokojem pomóc Ci w tym z czym masz trudności, problemy. Kto mi dał prawo, żeby Ci tego odmówić? Ale jest Ktoś, kto dał nam Prawo Miłości, kto tak samo kocha Ciebie i Mnie, bez żadnych podziałów na gorszych czy lepszych, bez patrzenia na wykształcenie, pochodzenie czy wygląd. Ktoś kto patrzy na serce i w Twoim widzi Swoje odbicie, a w moim potrzebę przebywania z Tobą, dlatego postawił nas na wspólnych ścieżkach, abyśmy mogli się spotkać. Mój kochany przyjacielu, proszę wybacz mi wszystko czym Cię uraziłam, za moje zaniedbanie wobec Ciebie. Pozwól mi nadal cieszyć się Tobą i towarzyszyć Ci w dalszym życiu. Pozwól mi naprawić nasze zepsute relacje i najlepiej jak umiem zatroszczyć się o Ciebie. Jeśli to możliwe pozwól mi być przy Tobie na zawsze, tym razem postaram się tego nie zepsuć...

                                                                                           DOROTA CIEPLIŃSKA  

 

 
DAR NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI  ŚWIADECTWO ŻYCIA Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

   DAR NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI – ŚWIADECTWO ŻYCIA

 

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moim doświadczeniem daru jakim jest niepełnosprawność. Kto śledzi i czyta od lat moje artykuły w naszej Drodze Nadziei powie, że się powtarzam, Owszem nie zaprzeczę, pisałam już kilka lat temu o sobie, ale przecież każda chwila,dzień, miesiąc czy rok przynosi nam coś innego, przeżywamy i patrzymy na przeżyty czas inaczej, nabieramy większego doświadczenia i dystansu do życia i nas samych. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego uważam, że niepełnosprawność jest darem. Przecież z niepełnosprawnością wiążą się wyrzeczenia, cierpienie, ból, niejednokrotnie samotność...Jak wiecie z własnego doświadczenia, albo ze swojego otoczenia niepełnosprawność wpisuje się na zawsze w życie człowieka. Nie z każdą niepełnosprawnością  człowiek się rodzi, ale coraz częściej niepełnosprawnymi stajemy się przez wypadki.  W moim przypadku jest to dziecięce porażenie mózgowe ( niedowład spastyczny cztero kończynowy ). Odkąd pamiętam moje życie było, jest i będzie nieustanną walką o poprawę zdrowia. To ciągła rehabilitacja i pobyty w szpitalach w sanatoriach – kiedyś to były oddziały dla dzieci, młodzieży a teraz dla dorosłych. Równolegle toczyło się walkę o edukację w normalnych szkołach. W latach siedemdziesiątych nie było klas integracyjnych i trzeba było stoczyć niejeden bój z dyrektorami przedszkola a później szkoły podstawowej, żeby mnie przyjęli – czego nie chcieli uczynić – po prostu bali się, że będą mieć ze mną kłopoty, że sobie nie poradzę, że przeze mnie nauczyciele będą opóźniać się z wyznaczonym programem itp., itd. Jak się później okazało byłam najmniej absorbującym dzieckiem – uczniem i na miarę swoich możliwości, uporu, samozaparcia, cierpliwości, wytrwałości i ambicji radziłam sobie. Wprawdzie nie byłam wybitnie zdolna, ale każda zdobyta przeze mnie czwórka czy piątka wśród trójek mobilizowały mnie do nauki i dawały poczucie, że i ja nie jestem gorsza od zdrowych rówieśników i sobie poradzę. Oczywiście nie było lekko, gdyż musiałam poświęcić dużo więcej czasu na przyswojenie materiału. Teraz jednak patrząc wstecz cieszę się i jestem z siebie dumna, że i mnie osobie niepełnosprawnej udało się zdobyć średnie wykształcenie. Dzisiaj też troszkę inaczej patrzę na swoją niepełnosprawność. Z biegiem lat, doszłam do wniosku, że mimo wszystko jest ona wielkim darem, który ubogaca mnie, kształtuje charakter, a zarazem jest powołaniem. Coraz częściej zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym była zdrowa. Na pewno to życie wyglądało by całkiem inaczej – z własną rodziną, gromadką dzieci, z mężem, a może musiałabym wyemigrować zagranicę w poszukiwaniu innej, lepszej pracy. Może, nie wiem, ale wiem jedno, gdyby nie niepełnosprawność nie przeżyłabym tylu wspaniałych lat (owszem były to lata niejednokrotnie okraszone bólem, cierpieniem, chorobą, strachem, wieloma operacjami) i nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi wśród których mam wielu przyjaciół. Wiem również, że niepełnosprawności nie da się wyleczyć, że niepełnosprawność trzeba zwalczać, a nie z nią walczyć. Niepełnosprawność trzeba zrozumieć, zaakceptować, pokazywać ją tak, by pozostać przy tym człowiekiem.  Wiem, że to jest trudne, ale nie niemożliwe. Dojrzewając do tego wniosku zrozumiałam, że niepełnosprawność nie tylko jest powołaniem ale i misją, którą powierza nam Bóg i którą trzeba wypełnić do samego końca mimo wszystko i wbrew swoim ograniczeniom, słabościom. Niepełnosprawność jest wpisana w moje życie i jest mi dana po to, by w niej odnaleźć skarb, który mi ofiaruje i odnaleźć w nim sens życia. Dla rodziców, najbliższej rodziny przyjście na świat dziecka niepełnosprawnego jest ogromnym szokiem i bywa powodem rozpaczy, napięć, które często prowadzą do zamykania się w swoim świecie, ucieczce w alkoholizm,  albo rozpadem rodziny, gdyż jedno z rodziców nie wytrzymuje psychicznie, fizycznie. Zdarzają się takie przypadki, gdzie dziecko oddane zostanie do domu opieki czy placówki zajmującej się dziećmi niepełnosprawnymi. Wydaje mi się, że nie jest to czynione celowo, jest to przejaw bezradności, bezsilności wobec problemów zdrowotnych, edukacyjnych itp. jakie będą towarzyszyć rodzinie w czasie rozwoju dziecka niepełnosprawnego. Takie decyzje trzeba szanować, zrozumieć i nie potępiać takich rodziców, bo  przecież nikt nie potrafi do końca zrozumieć sytuacji, w jakiej sam się nie znalazł. Nikt też nie jest wstanie zrozumieć sytuacji osób niepełnosprawnych, jeśli nie doświadczył tego problemu. Rodzice dziecka niepełnosprawnego, muszą zmierzyć się z tą niepełnosprawnością, muszą jej doświadczyć i zrozumieć, że ich dziecko będzie wymagać do końca życia więcej uwagi, poświęcenia, siły i odpowiedzialności za jego rozwój, rehabilitację, edukację, sprzęt rehabilitacyjny, a przede wszystkim cierpliwości, zrozumienia i miłości. To wielkie wyzwanie, wymagające ogromnego wysiłku, zaangażowania, wielu poświęceń, wyrzeczeń. Rodzice  muszą zdać sobie sprawę z faktu, że ich dziecko może nigdy nie powie mama, tata, nie będzie chodziło, nie zrobi kariery, nigdy nie założy rodziny, zawsze będzie zależne od innych. Wówczas zaczyna się walka o zdrowie, o likwidację barier, o akceptację. Kiedy byłam dzieckiem i później jako dorastająca panienka – nastolatka borykałam się z wieloma problemami między innymi niezrozumieniem i ciągłym pytaniem dlaczego ja? I to pytanie w dalszym ciągu pojawia się w moim życiu, ale w tej niepełnosprawności zrozumiałam, odnalazłam siebie, cieszę się każdym przeżytym dniem, swoim życiem daję świadectwo i dzielę się zdobytym doświadczeniem, wiedzą. Przede wszystkim zaakceptowałam siebie, swoje słabości i ograniczenia ( choć to nie było i nie jest łatwe ). Jako osoba niepełnosprawna wiem, że nie mogę wymagać akceptacji ze strony pełnosprawnych, jeśli sama nie zaakceptuję i nie zrozumiem swojej niepełnosprawności. Muszę wymagać najpierw od siebie, godnie realizując swoje życiowe powołanie. Myślę, że po części udało mi się to. Jestem z tego dumna, że poprzez swoją niepełnosprawność mogę służyć i pomagać innym słowem pisanym (lepiej mi wychodzi pisanie niż mówienie), poprzez działalność w Duszpasterstwie Osób Niepełnosprawnych Ruchowo „Cyrenejczyk”,w Diecezji Tarnowskiej, gdzie od lat należę, uczestniczę w wakacyjnych oazach i współredaguję nasze czasopismo Droga Nadziei. Jestem również uczestnikiem Warsztatów Terapii Zajęciowej przy Stowarzyszeniu „Integracja” w Sandomierzu. Tu wprawdzie nie mamy swojej gazetki, ale są inne możliwości pracy twórczej np. strony internetowe. Jestem szczęśliwa, że poprzez to co mnie spotkało, czego na co dzień doświadczam głębiej rozumiem sens  ludzkiego cierpienia, wiary i tu odnajduję dar mojego powołania. To dzięki duszpasterstwu zrozumiałam, że niepełnosprawność jest misją świadczenia, że cierpienie, które nas spotyka ma sens i to właśnie ono pozwala nam żyć pełnią życia, pozwala nam doświadczyć prawdziwej obecności Boga, którego spotykamy w drugim człowieku. To dzięki duszpasterstwu, warsztatom i przede wszystkim przyjaciołom, których przez te wszystkie lata poznałam jestem szczęśliwa i chcę się tym szczęściem dzielić z innymi. Chcę za pięknymi słowami „Idź przez życie tak,by ślady Twoich stóp przetrwały Cię”, oraz „Jeżeli cierpienie jest częścią miłości, zgadzam się cierpieć”, czynić dobro, pozostawiając dobre ślady, które będą dla innych pocieszeniem, iskierką w tunelu, przyniosą ulgę, radość, miłość. Czuję się spełniona poprzez to, że dzięki niepełnosprawności mogę pomagać innym, również pełnosprawnym, którzy potrzebują mojego doświadczenia życiowego, mojej pomocy w pełni akceptując mnie taką jaką jestem. Potrzebują mnie tak, jak ja ich potrzebuję. To dla mnie bardzo ważne, bo bez przyjaciół oraz ludzi, których spotykam na swojej drodze, nie rozumiałabym sensu życia i nie mogłabym doświadczyć, że życie z niepełnosprawnością jest darem. Teraz wiem, że jest i chcę tym doświadczeniem, jakie mi ten dar niesie dzielić się z innymi, niosąc im radość, nadzieję i wiarę w to, że można zrobić wiele – mimo że nie potrafi się zbyt wiele, zostawiając po sobie dobre wspomnienie i ślady, które będą przykładem i drogowskazem dla innych, a może nawet dla następnych pokoleń.            

 

 

                                                                                                    DOROTA CIEPLIŃSKA

                                                                                                      

 
Boże ciało Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

MOI  DRODZY

 

Rok kalendarzowy obfituje w wiele świąt państwowych i kościelnych. Wiele miesięcy jest komuś lub czemuś poświęconych. Tak na przykład na przełomie marca i kwietnia gdy przyroda po zimowym spoczynku budzi się do życia, nasze serca wypełnione są radością ze zwycięstwa życia nad śmiercią. Maj to miesiąc Maryjny, w którym drugoklasiści przeżywają swoją Pierwszą Komunię Świętą, a przygotowujący się do posługi kapłańskiej mają Święcenia Kapłańskie, i po raz pierwszy w swoim życiu sprawują Eucharystię. W lipcu wspominamy Joachima i Annę - dziadków Pana Jezusa, sierpień upływa pod hasłem dożynek tj dziękczynienia za zebrane plony, jak również pielgrzymujemy do Matki Boskiej Częstochowskiej. W październiku wiele czasu poświęcamy Matce Bożej Różańcowej, w listopadzie swoje myśli częściej niż zazwyczaj kierujemy w stronę tych którzy odeszli do Pana, natomiast w grudniu wypatrujemy na niebie pierwszej gwiazdki - zwiastunki Narodzin Chrystusa. Wśród tych wszystkich miesięcy są dwa miesiące maj albo czerwiec (w zależności jak wypadną Święta Wielkanocne), w którym w szczególny sposób czci się Ciało, Krew i Serce Jezusa Chrystusa. W tym miejscu pozwól drogi czytelniku, że na dłużej zatrzymam się na Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, zwanym Bożym Ciałem, a które w tym roku przypada na dzień 30 maja. Swoimi korzeniami sięga XIII wieku. Bezpośrednią przyczyną ustanowienia święta były objawienia bł. Julianny z Cornillon, która od 1209 roku, miewała widzenia jasnej tarczy z widoczną ciemną plamą, interpretowaną jako brak wśród świąt kościelnych, specjalnego dnia poświęconego czci Najświętszego Sakramentu. Pod wpływem tych objawień,, bp Robert ustanowił w 1246 roku takie święto dla diecezji Liege. Dopiero papież Urban IV bullą Transiturus w 1264 roku ustanowił święto dla całego Kościoła. W Polsce jako pierwszy Boże Ciało wprowadził w 1320 roku w diecezji krakowskiej bp Nanker. Celem tej uroczystości jest uczczenie rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii. Równocześnie wraz z powstaniem uroczystości w XIII wieku, pojawiła się procesja, która nieodzownie kojarzy się i dziś z Bożym Ciałem. Procesję w Boże Ciało łączono z procesją błagalną o odwrócenie nieszczęść, uproszenie pogody i urodzaju w czasie zbiorów. W tym dniu po uroczystej Mszy świętej, kapłan bierze Pana Jezusa ukrytego w monstrancji i w procesji wychodzi na ulice miast i wsi. Tego dnia Pan bierze w posiadanie nasze place i ulice, które w wielu miejscach zdobi się kwiatami i brzozowymi gałązkami. Na to święto przygotowuje się również najokazalsze monstrancje. Procesja Bożego Ciała odbywa się do czterech ołtarzy, przy których śpiewana jest Ewangelia i może być wygłoszona homilia. Procesja kończy się uroczystym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. W Polsce wierni bardzo licznie uczestniczą w tym święcie, co świadczy o wielkim kulcie i czci Pana Jezusa ukrytego w Eucharystii, zaś do najbardziej znanych i licznych procesji Bożego Ciała, należą procesje w Warszawie, Krakowie i Jasnej Górze. Chociaż tę uroczystość obchodzi się raz w roku, Kościół każdego dnia głosi nam tę najradośniejszą i jednocześnie niepojętą prawdę, że Pan Jezus daje się nam codziennie jako pokarm i mieszka w tabernakulach i naszych sercach, aby być dla nas mocą, i nadzieją nowego życia. Jest to tajemnica zawsze żywa i aktualna dla każdego wierzącego człowieka. Chrystus wychodzący do nas w monstrancji chce nam powiedzieć, że jesteśmy Jego dziećmi, bardzo nas kocha, że jest z nami na ścieżkach naszego codziennego życia, cieszy się naszymi radościami, pomaga nam dźwigać ciężar choroby, cierpienia. Uroczystemu świętowaniu w tym dniu powinna przyświecać świadomość ciągłego pielgrzymowania za Chrystusem w każdym dniu naszego codziennego życia.

                                                                 DOROTA  CIEPLIŃSKA

 
««  start « poprz. 1 2 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 13